Uwaga – pełną wersję opisu zajęć (z kreatywnymi aktywnościami, konspektem, spisem materiałów, kartami pracy i flashcards) można kupić TU.
Oto Steve, mój niezmordowany towarzysz.

Jego roli nie da się przecenić. Był wprawdzie drogawy (ok. 150zł), ale służy mi wiernie już od lat i za każdym razem wywołuje poruszenie swoją puchatością. Polecam zakup podobnego potworka – tworzy je firma Puppet Company, do znalezienia w necie.
Po rutynce najłatwiej wprowadzić temat, angażując do tego właśnie naszego bohatera – Steve’a. Jeśli omawiamy środki transportu, Steve wjeżdża na swoim samochodziku, trąbiąc przy tym wesoło. Jeśli temat to wakacje, pojawia się z plecakiem pełnym pamiątek.
I tu zaczyna się magia – dzieci reagują na Steve’a zupełnie inaczej niż na klasyczne flashcards wyciągane z torby czy pudełka. Wprowadza to element teatru, zwłaszcza, gdy pacynka może “mówić”.
Najczęściej robię tak: udaję, że Steve jest nieśmiały, mówi mi coś na ucho, a ja powtarzam to dzieciom. Wtedy wywołuję interakcję: zachęcam maluchy, żeby pomogły Steve’owi przestać się wstydzić. Najczęściej robią to, mówiąc właśnie przerabiane słówko, a radości dzieciątek na reakcje Steve’a nie ma końca.
Jedne z pierwszych zajęć, jakie przeprowadziłam w tym roku, były o częściach ciała. No i wyobraźcie sobie – Steve wygłupiał się z dziećmi, przewrócił się i bolała go głowa, ręka i noga – zupełnym przypadkiem słówka, które zaplanowałam na ten dzień.

Później – trochę ruchu.
Tak się złożyło, że poprzedniego dnia znalazłam piosenkę Ms. Rachel o gumie do żucia przyklejającej się do różnych części ciała, więc ją zaśpiewaliśmy (wklejam wersję dłuższą, bo tylko tutaj znalazłam wstęp do piosenki z nadmuchiwaniem gumy).
Ms. Rachel jest w ogóle godna polecenia, jeśli zastanawiasz się, jak prowadzić lekcje z maluszkami (poniżej 2 r.ż.) po angielsku. Warto obejrzeć i się zainspirować. Poza tym, ma ona ogromne serce i angażowała się w pomoc głodującym dzieciom w Gazie. Polecam także genialny esej Lindsay Ellis na ten temat.







Zostaw odpowiedź