W życiu chyba każdej nauczycielki pracującej z młodszymi dziećmi przychodzi moment, w którym stwierdza, że nie, już nie pójdzie na zarządzanie i marketing, i, niczym dziewiętnastowieczne panny swoje patchworki, zaczyna wyszywać strój Pani Jesieni.
Na mnie czas przyszedł niedawno, a oto jak podeszłam do zadania.
Zaczęło się od wianka, choć historia jego powstania jest pełna nieciągłości. Nie mam wielu zdjęć, bo nie planowałam, że ostatecznie przyjmie taką formę. Na początku chciałam po prostu przykleić kilka materiałowych liści z Action (zakup roku) klejem na gorąco do starego wianka z kwiatkami, ale w końcu zrobiłam druciane koło, owinęłam je wstążką i przyszyłam do niej liście.
Tak wyglądał na początku.

No, a potem mnie poniosło. Poszłam do Tediego, żeby kupić rzeczy do pelerynki i trafiłam na plastikowe wrzosy w małych doniczkach, które łatwo było rozmontować, coś przypominające jarzębinę oraz… ledowe światełka w kształcie liści. Zaczęłam przyszywać wszystko do tego wianka, co niestety spłaszczało liście, więc dodawałam ich więcej, potem druciki od światełek wystawały… Ostatecznie udało się to jakoś poukrywać i efekt jest taki.

Teraz próbowałabym go upleść jak tradycyjny wianek, dokładając po kolei poszczególne elementy i plotąc za pomocą światełek, ale szkoda mi go już rozbierać.
Następnie przyszła pora na pelerynkę. Jej koncepcja również się zmieniała, jednak ostatecznego kształtu nabrała, gdy trafiłam w KIKu na tiulową czerwoną spódniczkę dziecięcą za 8zł (!), którą rozcięłam wzdłuż szwu.


Następnie zajęłam się doszywaniem tiulu, żeby całość była nieco dłuższa. Nie mam zielonego pojęcia o szyciu, ale zrobiłam to mniej więcej tak:

Zaczęłam od podszycia boków spódniczki razem z dodatkowym tiulem. Teraz, jak o tym myślę, lepiej by było zacząć od przyszycia tego tiulu tam, gdzie jest szyja, ale wyszło, jak wyszło.
Następnie pozwijałam tiul za pomocą szpilek tak, aby powstały takie zakładki, jak na zdjęciu. O wiele łatwiej było to przyszyć do góry spódniczki, niż robiąc zakładki na bieżąco.


Tak przyszyłam ten tiul. Zależało mi, żeby był pod czerwonym tiulem ze spódniczki, bo wtedy zaczęła rodzić się koncepcja, by całość była nieco „ombre”.

Potem do obu końców spódniczki doszyłam złotą wstążkę, żeby moc zawiązać pelerynkę pod szyją.

Potem pozostało już tylko przywiązać pelerynkę do balkonu i kredensu, żeby szpilkami poprzyczepiać liście. Ważne: polecam drapować materiał, zamiast przyszywać liście „na płasko”. Jak widać, starałam się, by u góry pelerynki było dużo czerwonych liści, których z czasem jest coraz mniej, a ich kolor stopniowo przechodzi w żółty.
No i pora na ostateczny, stunning effect.

A Wy? Czy macie własnoręcznie wykonane stroje Pani Jesieni?







Zostaw odpowiedź